Relacja kol. Bożeny Markiewicz z Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie 2019

Publikujemy dowcipne i pełne życiowych spostrzeżeń sprawozdanie z Krakowskich Targów Książki autorstwa naszej wspaniałej koleżanki Bożeny Markiewicz. Niestrudzona Bożenka od wielu lat jest naszym człowiekiem w Krakowie, organizuje stoisko i spotkania  z ciekawymi ludźmi na targach, wspaniale reprezentuje nasze Stowarzyszenie. Jest jednym z najaktywniejszych członków w historii STP. Dziękujemy kochana Bożenko. Jesteś wspaniała !

Bożena Markiewicz i Magda Mierowska

Targi w blasku Nobla

W tym roku Olga Tokarczuk nie planowała przyjeżdżać na Targi, ale ostatecznie – nie miała wyjścia, musiała! Wprawdzie nie na samą halę Expo, ale na wydarzenia targowe w centrum miasta. I dobrze, bo hala nie wytrzymałaby natarcia publiczności i ponad trzystumetrowej kolejki! A tak, tylko ruch w samych centrum został nieco utrudniony.

Poszukiwanie ciekawych i chętnych tłumaczy rozpoczęłam już wczesną wiosną. Skontaktowałam się z dosyć kontrowersyjną, ale barwną osobą z Warszawy zapewniającą interesujące spotkanie oraz drugą, bardzo popularną, z Krakowa. Bez odpowiedzi. A dalej było tak: pewien znany tłumacz literatury zgodził się. Za dwa tygodnie napisał, że chyba jednak nie, bo ma kłopoty zdrowotne. Po kolejnych dwóch tygodniach oddzwonił, że lekarz mu pozwolił i przyjdzie na pewno i z przyjemnością. Tłumaczka z UJ: „Nie dam rady, chyba będę zajęta organizowaniem roku akademickiego”. Inna – „Bardzo chętnie, ale na tak odległy termin, to nie wiem…”. Zaproponowałam spotkanie tłumaczowi serii lekkich, pełnych humoru powieści pewnego pisarza z kraju sąsiedzkiego. Był wdzięczny. Wreszcie! Wyjeżdżałam na kilka miesięcy i musiałam mieć wszystko gotowe. Po powrocie, na kilka dni przed podaniem nazwisk do katalogu organizatorom Targów i na kilka godzin przed moim kolejnym wyjazdem, pierwszy tłumacz literacki odmówił z powodu „wyjazdu służbowego”, o którym wiem, że musiał wiedzieć o wiele wcześniej. Drugi – przyznał, że mieszka za granicą, wyprawa do Krakowa byłaby bardzo kosztowna i musiałby mieć zagwarantowaną dużą publiczność oraz szanse sprzedaży książek, bo wydawnictwo jest jednoosobowe.

Byłam w czarnej…dziurze. Na kilka godzin przed terminem znalazłam p. Cichocką, która właśnie przechadzała się po gorącej, nocnej Bogocie w Kolumbii. Postanowiłam też zaprosić znajomego, mało literackiego tłumacza, ale pewniaka.

We dwie z Elą Nowak nie dałybyśmy rady przez cztery dni na stoisku, tym bardziej, że tłumaczę książkę, termin mnie nagli i potrzebowałam mocnego wsparcia w dyżurach. Na szczęście nasza kwatera główna w Warszawie czuwa nad całością. Uratowała nas przemiła Magda Mierowska, która zdecydowała się przyjechać do Krakowa na całe cztery dni. W czwartek wieczorem reprezentowała nas na uroczystości wręczania Nagrody im. Jana Długosza.

W tym roku kontynuowaliśmy promowanie literatury fachowej dla tłumaczy, m. in. ukazującej się nakładem Krakowskiego Towarzystwa Popularyzowania Wiedzy o Komunikacji Językowej Tertium. Jego książki zachwalały panie Karolina Kalinowska i Dorota Matzke.

Tramwaj wypadł z szyn – krakowskie, targowe korki, mniejsze niż w latach poprzednich. Pani Marta Cichocka dała znać z taksówki, że się sporo spóźni. Korki. Potem zadzwoniła, że nie może wejść, bo panienki z recepcji nie znalazły jej na liście gości – „Nie ma”, (jak z tym płaszczem w szatni…). Chwyciłam gościa za ramię i porwałam.  Przyszło dużo studentów pani Marty, widać było, że ją lubią. Opowiadała o roli i odpowiedzialności tłumacza, trudnościach w przekładaniu poezji – białego wiersza, podróżach po wszystkich krajach, gdzie językiem urzędowym jest hiszpański, o ogromnym zainteresowaniu na świecie, a także w krajach tak odległych jak Chile, Kolumbia naszymi poetami, którzy są wydawani i czytani, może bardziej niż we własnym kraju. Czytaliśmy też wiersze w dwóch językach.

W piątek jechałyśmy z Wandą Żuraniewską na dyżur półtorej godziny, bo bezmyślny człowiek zaparkował auto na torach tramwajowych przy ul. Karmelickiej. Mój drugi gość, Gerard Majka, zwany w Polsce Jarkiem, opowiadał jak zupełnym przypadkiem został tłumaczem, o studiowaniu polonistyki w USA, zdawaniu kolejnych egzaminów z języka angielskiego i polskiego na certyfikat tłumacza przysięgłego, jak pokochał swoją nieplanowaną pracę, jak nienawidził tłumaczeń w sądzie, gdzie stykał się z różnymi koszmarami (tłumaczył tłumaczenia Króla Cyganów), o pomocy dla emigracji postsolidarnościowej, wreszcie o tym, że jest szczęśliwy mieszkając i pracując w Krakowie.

Bardzo miło było mi zobaczyć się choć na chwilę z Hanią Karpińską, która przyjechała wziąć udział w spotkaniu z autorką przetłumaczonej przez siebie książki, Bułgarką, Iną Wyłczanową http://bikpolska.pl/2019/10/24/przedpremierowe-autorskie-spotkanie-z-pisarka-ina-wylczanowa/

Niewiele osób przychodziło do nas w tym roku, po naprawdę dużej popularności w poprzednich latach, zainteresowanie mocno spadło, nie wiemy, dlaczego. Zajrzał młody człowiek pytając tylko o namacalne korzyści płynące z przynależności do STP. Długo trwała walka o nasz związek, pamiętają to starsi członkowie, wtedy byliśmy szczęśliwi, że wreszcie, że możemy i był to powód do dumy, że ktoś jest uznanym, zweryfikowanym tłumaczem. Dzisiaj, pomijając sprawę wymiernych korzyści materialnych, często literaturę tłumaczy córka/syn szwagierki żony teścia, a nie tłumacz zarejestrowany w STP czy STL.

Odwiedził nas za to bardzo sympatyczny Polak mieszkający od wczesnego dzieciństwa w Kanadzie, dwujęzyczny, zainteresowany członkostwem.

Obecnie najczęściej przychodzą do nas drukarze, oni „dobrze, szybko i tanio”. Nie wątpimy, skoro w takiej firmie pracują osoby na stanowisku „specjalista do spraw produkcji dziełowej” – cytuję według wizytówki.

W tym roku jeszcze mniej tych znanych, choć mniejszych wystawców, natomiast bardzo wiele stoisk z produktami nie mającymi z książkami wiele wspólnego. Ludzie poszukiwali ciekawych kalendarzy – nie było żadnych (przecież można zrobić różne kalendarze literackie i gwarantuje im powodzenie), za to przeogromny wybór dziwnych „okołoksiążkowych” gadżetów, zakładek, durnostojek, zabawek, pluszaków, poduszek, gier i zabawek. Sporą popularnością cieszyło się nasze sąsiedzkie stoisko, mile panie sprzedawały niemal „spersonalizowane” okładki na książki szyte z materiału, zaopatrzone w uchwyty-rączki do noszenia, po 100 zł sztuka. Każda inna. Drogo – wzdychali zwiedzający, ale podobno miło jest siedzieć w łóżku pod kołderką i trzymać w rękach książkę w pikowanej kołderce pasującej kolorem i wzorem do naszej. Zastosowanie dla tych nosidełek szybko znalazły zapobiegliwe matki uczniów: „to wspaniały prezent dla nauczycielki”.

Niby atmosfera ta sama, sporo sław i celebrytów zajętych podpisywaniem, kolejki po autografy, ale… odnosimy wrażenie, że wszystkiego jakby mniej: różnych dodatkowych atrakcji, kolorowych przebierańców, zwiedzających, uznanych naukowców i polityków, na pewno układ stoisk lepszy i szersze alejki, ale jakby skromniej. Może to tylko nasze odczucia.

Nieopodal naszego stoiska usłyszałam rozmowę dwóch starszych, mocno „nakręconych” kobiet. Do jednej zadzwonił mąż:

– Nic nie słyszę, co mówisz, zupełnie nic nie słyszę – powtarzała żona. – Musisz tu do mnie przyjść! – głośno go przekonywała tłumacząc obszernie rękami swoje miejsce, obracając się dookoła siebie, potrącając przechodzących. Po dłuższej chwili mąż ją odnalazł.

– Co ty mi tu, przecież te wszystkie stoiska są jednakowe! Same książki – jęknął. – To co robimy dalej?

 – My tu sobie jeszcze z Ziutką pochodzimy.

– To co ja mam robić?

– Rób co chcesz, tylko nie odjeżdżaj, przecież jakoś musimy wrócić. Zadzwonimy ci.

– Przecież nie chcesz rozmawiać przez telefon, bo nie słychać.

– Idź już, idź. O, tu jest ławeczka, Siądź sobie.

 – Mam dość – jęknął szofer i rozejrzał się rozpaczliwie dookoła, osunął na ławę przy Wydawnictwie Publicat. – Nigdy więcej – westchnął.

          .

My nie składamy aż tak definitywnych deklaracji, ale skłaniamy się do pewnych zmian, może zawiesimy działalność na stoisku i ograniczymy się tylko spotkań z tłumaczami i wydawcami. Będziemy o tym rozmawiać. Czyli 22-25 października 2020.

Bożena Markiewicz